Trener Jakub Guz po pucharowym meczu z EPS Development Skierniewicki Węgiel
PZL Leonardo Avia Świdnik awansowała do kolejnej fazy Pucharu Polski. Żółto-niebiescy w trzech setach rozprawili się z EPS Development Skierniewicki Węgiel. Poniżej zamieszczamy rozmowę z trenerem Jakubem Guzem, który dla klubowego portalu podsumował całe pucharowe spotkanie.
– W pierwszej szóstce pojawiły się małe rotacje względem składu na mecze ligowe, a pierwszy set zakończył się bliskim wynikiem 21:25. Jak można podsumować pierwszą partię oraz całe spotkanie?
Jakub Guz: Wyszliśmy składem, który ostatnio trochę mniej gra w lidze. Oczywiście z pełnym szacunkiem do przeciwnika, ale z racji tego, że na co dzień występują oni w trzeciej lidze, mogliśmy pozwolić sobie na to, aby zawodnicy, którzy grają mniej mogli nadal czuć boisko. Do stanu 14:14 mecz był wyrównany, głównie przez to, że to my zrobiliśmy więcej błędów z własnych zaniedbań, aniżeli było to spowodowane naszym zaskoczeniem względem gry przeciwnika. Nikomu nie ujmując, różnica dwóch poziomów rozgrywkowych była widoczna siatkarsko. Przy 14:14 wziąłem czas, jedyny w tym meczu, i po lekkiej reprymendzie wszystko się ustabilizowało, wygrywając seta do 21.
Potem w drugim secie entuzjazm gospodarzy opadł, też między innymi dzięki dobrej grze na zagrywce Łukasza Wiese, który doprowadził do wyniku 10:1. Od tego momentu gra była jednostronna i wszystko wyglądało tak jak miało od początku. Ja uczulałem swój zespół, że z takimi drużynami od początku trzeba zaznaczyć swoją wyższość i nie czekać na to, aż sami będą popełniać błędy. Takie kluby traktują tego typu spotkania jako święto. Tak się też czuliśmy w skierniewickiej hali. Byliśmy bardzo miło przywitani.
Musieliśmy jednak od początku grać na pełnym zaangażowaniu, bo to też jest szacunek względem przeciwnika. Tak wyglądał nasz drugi i trzeci set. Za to chwała zawodnikom. Za ich podejście w dwóch ostatnich partiach, gdzie od samego początku grali na wysokim poziomie. Siatkarsko była to różnica klas. W momencie gdy zaczęliśmy grać „swoje” na zagrywce, w przyjęciu, bloku czy innych elementach, wynik mówi sam za siebie.
– Czy spotkania pucharowe są dla was równie ważne co pojedynki ligowe czy jednak skupiacie się na jednym obszarze zmagań?
JG: Ja mam zawsze jeden cel, bez względu na to czy jest to mecz pucharowy, ligowy czy towarzyski. Zawsze chcemy wygrywać. W lidze gramy o zwycięstwa i tak samo jest w Pucharze Polski. Oczywiście, nie myślimy o wygraniu całego turnieju, ale na pewno będziemy chcieli zwyciężyć we wszystkich możliwych meczach i zagrać z drużyną przynajmniej z Tauron Ligi. Nie nastawiamy się na żaden „gruby” cel, ale wychodzimy na każdy mecz chcąc go wygrać i tak samo będzie w następnych pojedynkach. Stawiamy sobie takie cele, bo po to jeździmy na te mecze i po to wychodzimy na boisko. Z racji kontuzji, które mamy, będzie to dobre pole manewru na pewne rotacje w składzie, aby dać szansę zawodnikom, którzy aktualnie dostają tych minut mniej. Na pewno zmagań pucharowych nie traktujemy jako wycieczek i form treningowych. Gdyby tak było, to nie zgłaszalibyśmy się do Pucharu Polski.
– Trzy mecze w tygodniu z pewnością dają w kość zawodnikom. Jak wyglądały przygotowania do tego, aby w każdym meczu wyjść z taką samą energią, mimo tego natężenia?
JG: My jesteśmy zawodowcami. My dużo wcześniej znamy terminarz spotkań. Wszystko mamy zaplanowane z dużym wyprzedzeniem. Wiedzieliśmy już wcześniej, że będziemy grać trzy mecze w tygodniu. Tutaj wszystko leży w gestii sztabu, aby tę formę przyszykować. Myśląc o graniu na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w Polsce i wiedząc jak to wygląda, musimy być na to gotowi, że będziemy grali mecz co dwa lub trzy dni. Dlatego mamy też tak szeroką kadrę, bo znając terminarz, musimy odpowiednio reagować i być na wszystko gotowi. Nie możemy zwalać winy na to, gdy przykładowo będziemy źle grać w Spale, że mieliśmy w ciągu pięciu dni dwa mecze. Robimy wszystko, aby fizycznie wyglądać jak najlepiej. Zawodnicy wiedzą o natężeniu meczami i są na to gotowi. Powtórzę się, ale zawsze wychodzimy na boisko, aby wygrać. Czy jesteś zmęczony czy nie, zawsze dajemy z siebie maksimum. Jesteśmy na to gotowi.
Powrót do listy


